Urlop w pałacu, „nos prezesa” i karpie na pilota

Nadchodzi kolejny sezon a ja w prezencie dla naszego Naczelnego Redakatora Zamieszania postanawiam opisać jeszcze jedną ubiegłoroczną zasiadkę zasiadkę , która miała nie ujrzeć światła dziennego – ale cóż 😉 Najlepszego – wielu wspaniałych zasiadek i równie obfitych w radość relacji 🙂 ŻEBYŚ SIĘ ZAMĘCZYŁ przy ich wstawianiu

———————————————————–
Sezon jest krótki a okazji do spędzenia kilku nocek z rzędu nad wodą w moim przypadku niewiele. Stąd zrodził się w mojej głowie pomysł na wspólny letni urlop z rodziną nad piękną i rybną wodą. Pozostali członkowie rodziny ni jak nie dają się przekonać do mojej pasji, a namówienie ich na wspólną zasiadkę graniczy z cudem.

Niezbędne im są prysznic ,wygodne wyrko no i „paliwo” czyli internet.Jak miałem to połączyć ? Czym ich przekonać? Wpadłem na pomysł skorzystania z bazy hotelowej nad Rybieńcem gdzie znajduje się przepiękny pałacyk z początku 20 wieku, pięknie odrestaurowany, ze wszelkimi wygodami dla mojej „czeredy”. Ja nad wodą kilkaset metrów dalej z zestawami w wodzie i browarkiem w ręku. .Wieczory, nocki i poranki dla mnie – środek dnia dla rodziny.

Pierwsza nocka z pięknym braniem i dynamicznym holem karpia kilkanaście kilo – niestety poległem przy trzeciej próbie podebrania. Nad ranem odwiedza mnie Marian, gospodarz i dobra dusza tego łowiska który zgadza się przypilnować całego majdanu i luzuje mnie na kilka godzin .

Razem z żoną i dzieciakami korzystamy z uroków prowincjonalnego Wągrowca co dla nas rodzinki.pl z dużego miasta jest czystą przyjemnością i czar …wspaniałe lody na rynku, masa butików, kino i o dziwo nowoczesny aquapark w pełni wycieńcza familie. Wracamy nad wodę, ja zabieram się za wywiezienie zestawów, a żonka wypatruje spławów.

Odwiedza nas Marek … patrząc na wodę i w niebo dziwnie milknie …spaceruje i pociera nos mówiąc „dziś będą gryzły”szybka decyzja „jadę po kije „ i wiem, że na dzisiejszą nockę mam kompana. Po godzinie zestawy Marka już wywiezione, wszystkie zasypane mieszanką ziaren i kulkami Supreme w rozmiarze 24 mm. o aromacie Bad Dream i nowością na sezon 2017 o nazwie Squidos – kulki równie tajemniczej jak zasłonięta kadrowaniem twarz przeszczęśliwego człowieka rozkładającego worek wagowy 😉

O zmroku zaczyna padać a my co rusz biegamy do brań. Ryby nie odpuszczają jakby chciały udowodnić kto silniejszy. O 2 w nocy kończą nam się worki (a mieliśmy 7 szt) i postanawiamy każdą kolejną rybę wypuszczać. Przed 4tą poddajemy się – nie wywozimy zestawów wędki w przysłowiowych „czcinach” – „stoperczą” jak białe chorągwie pokonanych. Na moją sugestię, że jeszcze powieźmy choć ze 2 kije , Prezes odpowiada …”Adam one nie dadzą nam pospać, tak będzie do samego rana co 15-20 minut. W końcu odpuszczam, mając w zapasie kolejną nockę i wspólne 11 złowionych ryb. Jestem przekonany, że jeszcze połowię .

Poranna sesja z rybami to dopełnienie radości jaką czerpiemy z naszej pasji …misiaki zdrowe wracają do wody.

Prezes wraca do pracy a ja szykuję karpiową „jajówkę” dla całej rodziny. Dwa stanowiska obok trwa od kilku dni wspaniała inicjatywa zaszczepienia w młodzikach wędkarstwa. Piotr znając moją historię i spory bagaż doświadczenia z dziedziny spławika i lekkiego feedera, namawia mnie na poprowadzenie krótkiego wykładu nad wodą. Nie mogłem odmówić, choć przed takim audytorium stanąłem pierwszy raz.

Na starcie familia przygląda się całej sytuacji z niemałym rozbawieniem kręcąc ze mnie sporą bekę , uśmiechy z czasem szkolenia i biegiem zadawanych pytań znikają, zamieniając się w obraz sporego zdziwienia – hahahah takiego „tatusia „nie znali .

Nadchodzi ostatni wieczór ,nasz obóz odwiedzają przyjaciele z firmy i ponownie Marek. Mały grilik przy browarku i pogaduchy. Na odjezdne pytam „prezesa z przekąsem „to jak dziś w nocy będzie ? Połapię czy nie?” Marek kręci nosem, patrzy na wodę i mówi …”połapiesz, ale nie tak jak poprzedniej nocy , będziesz miał 4 brania. Nieźle rozbawiony tak wnikliwą odpowiedzią ciągnę temat „a o której będą brania ;-))) ??? „Boss” odpowiada – pierwsze o 22.00 potem kolejne i nad ranem jeszcze dwa.
Całą rozmowę skwitowałem chichotem. Towarzystwo się rozjechało, rodzinka na salony do dworku, przyjaciele do domów. Zostałem jedynie z Marianem kończąc wspólnie browara .

Tym razem los zachichotał ze mnie. Punkt o 22.00 mam branie ,Maryś podbiera mi rybę i śmiejemy się razem, że takie rzeczy tylko na Rybieńcu. Do rana ma jeszcze 3 brania tak jak Marek „zaordynował” z czego 2 o 8.00 i 9.30.

Kilkudniowa urlopo-zasiadka dobiegła końca – za szybko, jak zawsze i za mało czasu na pasję a zbyt wiele na pracę. Żona zadowolona z wyjazdu zapowiada, że w kolejne wakacje wracamy na Rybieniec, może tym razem w większym gronie. Nie mam nic przeciwko temu, z jednym małym ale.

Tym razem to ja poproszę od Marka karpiowego „pilota” w moje ręce 😉
Wyśpimy się , połowimy i …………..

Adam Chetkowski